czwartek, 3 października 2013

Czas powrotu... :)


Wieki mnie tu nie było.. blog pozarastał już kurzem i pajęczynami :P 
Wrzesień jest dla mnie miesiącem, w którym bardzo dużo się dzieje ( wręcz za dużo), ale że już na szczęście dobiegł końca, powoli wracam do żywych. Na początek chciałabym bardzo podziękować Wam za trzymanie kciuków. Rozmowa kwalifikacyjna przebiegła pomyślnie i dostałam się na wymarzoną terapię zajęciową, która jest pierwszym krokiem ku arteterapii (terapii sztuką) :)
Nauki będzie sporo, bo i anatomia, patologia, podstawy psychologii, pedagogiki i inne przedmioty ściśle związane z terapią, także nie wiem, czy znajdę na lepienie tyle czasu, ile bym chciała, ale coś powstawać na pewno będzie. Myślę, że od czasu do czasu pokażę Wam również moje prace z zajęć praktycznych :)
Powiem Wam, że taki zastój twórczy mnie dopadł, że totalnie mi nic nie wychodziło tak, jakbym chciała. Tyle modeliny zmarnowałam, że szkoda gadać...Coś tam jednak powstało - kto mnie śledzi na facebooku, ten pewnie już widział.
Najpierw pochwalę się syrenką, z której jestem bardzo dumna :) Kosztowała mnie wiele pracy
- lepiłam ją przez prawie dwa tygodnie, ale ile dokładnie czasu nad nią spędziłam nie powiem. Część
z Was byłaby pewnie przerażona, a druga by nie uwierzyła :D Zrobienie włosów i oczu trwało najdłużej. Ciągle poszukuję jak najlepszych rozwiązań i myślę, że po tak długim czasie niemocy,
w końcu zrobiłam mały kroczek w przód.





Ogon to ombree fimo black i rosenquartz. Bardzo trudno się ze sobą stapiają i niestety gradient nie jest dość wyraźny, mimo to prezentują się ze sobą dość ciekawie. Początkowo nie miałam zamiaru go dodatkowo ozdabiać, jednak podkusiło mnie, by zrobić wzorek podobny do tego, co na kimonie jednej z moich japonek i jednak tak wygląda lepiej. Ta kropeczka na środku to cyrkonia - w świetle dziennym pięknie się błyszczy, co niestety trudno uwiecznić na zdjęciach. Syrenkę zrobiłam na specjalnie zamówienie P.Justyny.

Kolejnym zamówieniem, jakie realizowałam we wrześniu, była dziewczynka w niebieskiej sukience ze świnką, na prezent urodzinowy dla córki P.Joanny :)


Właśnie pracuję nad kolejnym, jesiennym już projektem. Sama nie mogę doczekać się już efektu końcowego :) Mam nadzieję, że na przyszły tydzień będę już mogła Wam go pokazać :)

środa, 28 sierpnia 2013

Mój pierwszy raz :)


Czasami mam ochotę spróbować czegoś nowego w dziedzinie rękodzieła. Podczas pobytu z moimi harcerkami w Kończycach nadarzyła się taka okazja. Przed wyjazdem wspólnie zadecydowałyśmy, że zrobimy sobie sutaszowe wisiorki. Na potrzeby naszych eksperymentów wyszukałam tutorial,
z którego mogłybyśmy skorzystać. Nasze twory powstały wg. kursu przygotowanego przez SAADIE (klik). Do ich stworzenia wykorzystałyśmy sznurki PEGA, koraliki toho i preciosa. Za element główny dziewczyny wykorzystały masę perłową, kaboszon z modeliny, ja zaś jadeit przyniesiony z domu :) 
Umęczyłyśmy się przy tym, co nie miara. Monofilowa nitka dawała nam się we znaki plącząc się bezustannie, na zmianę zszywałyśmy i prułyśmy. Ponieważ program był zapchany, przeznaczyłyśmy na to tylko dwie godziny, przyszło więc kończyć nam je w domu. Z tego co wiem, poza mną zrobiła to tylko Karolina (i o dziwo, jeszcze na wyjeździe). Pozostałym chyba nie do końca przypasowało to zszywanie sznureczków.

Cóż mogę powiedzieć o swojej pracy... Na pewno to, że dobór kolorystyczny jest jak dla mnie taki sobie. Jadeit okazał się ciemniejszy, niż na zdjęciu w sklepie, ze względu na ograniczony budżet koraliki wzięłam z domu, te w wisiorku były jedynymi, które się do czegokolwiek nadawały...
No i te po prawej nieco nierówno wszyłam ;/
Mimo wszystko jestem z niego dumna :) Jak na pierwszy raz chyba nie poszło tak źle i nawet nie jest mocno krzywy. Z tyłu podklejony jest ekologiczną skórką.
Początkowo miałam go zostawić sobie, jednak tak się zawsze składało, że pierwsze wykonane przeze mnie prace trafiały do mojej siostry. Tak więc stało się i tym razem :)




A tutaj zdjęcie, które obrazuje, jakiego jest rozmiaru. Jednocześnie przedstawia kolory najbardziej zbliżone do tych realistycznych.



Myślę, że w tym miejscu moja przygoda z sutaszem dopiero się zaczyna. Cierpię na niedostatek biżuterii, także na pewno powstanie cały komplet :D Poza tym, jest to niezwykle odprężające i stanowi miłą odskocznię od mas plastycznych :)

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Fioletowa wróżka :)


Powstała około miesiąca temu, zdjęcia publikuję dopiero dziś, gdyż nie chciałam, by Ewelina zobaczyła ją, zanim trafi w Jej ręce :) Wróżka jest prezentem - niespodzianką z mojego poprzedniego Candy. Ma ok. 7cm. Skrzydełka i sukienkę pokryłam perłowym pyłkiem - ten efekt niesamowicie mi się podoba :)



W niedzielę wieczorem, wróciłam do Szczecina, po 1,5 miesiąca wakacji w Poznaniu. Był do dla mnie bardzo wyjątkowy czas. Chwile, które tam spędziłam na długo pozostaną w mojej pamięci. Ze smutkiem wracam do codzienności, góry obowiązków... Dziś przez cały dzień sprzątałam - to taki element, który "muszę" zaliczyć, by na spokojnie zająć się innymi sprawami, w jakiś sposób mnie to odpręża i pozwala rozpędzić pochmurne myśli. W napięciu czekam do 29.08 - przede mną bardzo ważna rozmowa kwalifikacyjna. Choć czuję, że jestem dobrze przygotowana, to jednak ten mały stres jest. Trzymajcie więc za mnie kciuki :)
Poinformuję Was na pewno, jak mi poszło :)