czwartek, 17 kwietnia 2014

Ognistowłosa :)


Witajcie Kochani :)

Na wstępie chciałabym Wam podziękować za tak wiele motywujących słów pod ostatnim postem. Czytając je, szczerze się wzruszyłam. To takie cudowne uczucie wiedzieć, że to, co się robi ma sens..
Macie też rację, jestem zdecydowanie zbyt krytyczna wobec siebie, a perfekcjonizm bywa zgubny. Postaram się poprawić i nie wyszukiwać tysiąca "nieudanych" drobiazgów w moich pracach :P

Pewnie zauważyliście, że na blogu zaszło wiele zmian. Począwszy od starego - nowego logo, a skończywszy na całym wyglądzie. To wszystko za sprawą Ani (klik), której z całego serca dziękuję :* Nie wiem, jak Wam, ale mi bardzo się podoba! Jest klasycznie, a zarazem "uroczo", za sprawą pastelowego fioletu (jeee, w końcu pozbyłam się tego cukierkowego różu :D ). Postanowiłam również połączyć bloggera z kontem na Google plus (klik). Nie za bardzo jeszcze wiem, co i jak tam działa, ale z czasem pewnie zgłębię tę tajemną wiedzę. Zachęcam Was również do dodawania mnie do kręgów, byście byli na bieżąco z pojawiającymi się tam nowościami.

Dzisiaj chciałabym pokazać Wam dziewczynkę, którą wykonałam dla P. Joasi. Z jej powstaniem wiąże się zabawna historia. Kiedy P. Joasia napisała do mnie, czy nie zechciałabym wykonać dla niej panienki w czarno - złotej sukience, doznałam niemałego zaskoczenia, ponieważ właśnie kończyłam takową robić. To się nazywa intuicja :D
Tak z ciekawostek, linie na moich dłoniach tworzą znak "M", oraz posiadam dobrze zarysowaną linię intuicji, co wg. chorologii oznacza, że mogłabym być medium. Coś w tym jest! :D


P. Joasi zamarzyło się również, by owa panienka posiadała ognistorude włosy. Nie wiem, jak Wam, ale mi przypomina ona trochę Syrenkę Arielkę :) 

Przez Święta, poza odpoczynkiem i spędzeniem czasu z rodziną, zamierzam stworzyć trochę nowości, także wypatrujcie ich pod koniec następnego tygodnia. Tymczasem zmykam robić porządki świąteczne, bo tyle się u mnie ostatnio działo, że dookoła mnie panuje istny chaos. Aż wstyd mieć taki bałagan, jaki się u mnie wytworzył :D

Pozdrawiam Was cieplutko!

niedziela, 6 kwietnia 2014

Natchnione miłością


Kiedy byłam w szkole podstawowej, każda dziewczyna (a czasem się zdarzało, że i chłopak) posiadała pewien zeszyt. Zwał on się zeszytem dobrych myśli, lub po prostu, złotymi myślami. Jedna z nauczycielek, którą poprosiłam o wpisanie się do niego, napisała mi takie słowa:

"Kwiat Szczęścia najpiękniej rozkwita, gdy opromienia go światło Miłości."

Choć minęło od tego czasu ok. 13 lat, a zeszyt przepadł, ten cytat dalej jest w mej pamięci.
Te słowa są takie oczywiste, a jednak bardzo często zapominamy o tym, że to właśnie od Miłości wszystko się zaczyna..

Pół roku temu napisała do mnie pewna sympatyczna Kobietka z prośbą, czy nie chciałabym wykonać dla niej wróżki. Motywem przewodnim miała być właśnie Miłość. Gdy rozmyślałam nad tym, jak ukazać ją za pomocą masy plastycznej, w mej wyobraźni ukazywały się obrazy ulotne, delikatne, owiane tajemniczością. Wiedziałam już wtedy, że przybierze ona skrzydła motyla, a odziana będzie w zwiewne szaty.
Projekt ten niestety bardzo mi się przeciągnął. Zaległe sprawy, przerwa w tworzeniu. Kiedy już się za nią zabrałam, w pośpiechu, nieukrywając,ustawiłam za wysoką temperaturę podczas wypalania. Mym oczom ukazała się zwęglona wróżka. Podłamałam się wtedy bardzo, bo nie lubię zawodzić drugiego człowieka.. Kilka dni temu zabrałam się za nią ponownie. Pierwszy raz od długiego czasu znów zaczęły mnie nachodzić myśli, że jestem beznadziejna i nie jestem w stanie stworzyć tego, co zaprojektowałam na papierze, a figurki tworzę na bardzo nierównym poziomie. Oczywiście dostałam (konstruktywny) ochrzan od mojego Jakuba, ale wiadomo, że baba i tak swoje.
Eksperyment z liquidem również nie wyszedł po mojej myśli i popadłam w czarną rozpacz. Z wielką niepewnością pokazałam wróżkę Iwonce i całemu światu i czekałam, co się wydarzy.. Byłam pewna, że czeka mnie powtórne realizowanie projektu, nawet zaczęłam szkicować go od nowa, jednak kiedy przeczytałam, że przyszła właścicielka zakochała się w niej, kamień spadł mi z serca. Pozostali czytelnicy również miło na nią zareagowali, więc nie wiem.. Może zbyt krytycznie podchodzę do tego co robię ? Może nie jest aż takim istotnym, że na skrzydłach nie widać pięknego efektu ombree, a głowa wygląda, jakby wyrastała z ramienia ? Mam straszny mętlik w głowie...

Wiem jednak, że kocham to, co robię i nie zamierzam z tego rezygnować. Mam nadzieję, że ta miłość doleci i do Was :)

Iwonko, Tobie jeszcze raz dziękuję za tak twórcze zamówienie i za te pokłady cierpliwości i zaufania. Oby ta wróżka stała się Twoim miłosnym talizmanem i przypominała o tym, że te wyjątkowe uczucie jest w sercu każdego człowieka :) 

A Was Kochani proszę o to, byście nie bali się wyrażać swoich szczerych opinii. Naprawdę się nie obrażę, jak będziecie mi wskazywać to, co warto byłoby poprawić, nad czym pracować :)

wtorek, 25 marca 2014

Kolejna syrenka :)


Syreny to jedne z postaci, które lubię lepić najbardziej. Choć są bardziej pracochłonne ze względu na modelowanie klatki piersiowej, to jednak te długie godziny upływają bardzo przyjemnie. Tym razem nie zdradzę, co było moją inspiracją, ale podejrzewam, że niektórzy mogą się domyślić. Jak nie teraz, to może za jakiś czas :)




Chyba już zdążyliście się przyzwyczaić, że co laleczka, to inne oczy. Tak jest i tym razem :D Powiem Wam jednak szczerze, że te przemawiają do mnie najbardziej. Wydają mi się takie pogodne i radosne, też to widzicie ? :)


Przez tę smutno szarą pogodę strasznie trudno zrobić zdjęcia, kolory zjedzone doszczętnie :/ Kontrast trochę pomaga, ale to dalej nie "to"...
Muszę Wam też trochę pomarudzić, bo kompletnie jestem niezadowolona z tego ogona. Zaczynając od tego, że zrobiłam jakieś dziwne płetwy, które w ogóle mi tu nie pasują, a kończąc na tym, że sypnęło mi się za dużo brokatu.. Jak już wspomniałam na facebooku (klik), pamiętajcie, by nigdy nie otwierać zębami szklanych fiolek z brokatem tuż nad Waszą pracą, bo może się to skończyć niekontrolowanym jego przedawkowaniem (i zniszczeniem fiolki...). Chyba z pół godziny skalpelem ściągałam te uporczywe drobinki z twarzy, rączek i brzucha i z miejsc, w których być ich nie powinno. Ale jak to się mówi, człowiek uczy się na błędach. Staram się je wyłapywać i zapisuję je w szkicowniku w postaci krótkich wskazówek dla samej siebie, bo czasem jeszcze skleroza się odzywa :P



Dziękuję Wam Kochani, że tu jesteście, zaglądacie i wspieracie dobrym słowem. Nie zawsze mam czas, by odpisać na komentarze czy zerknąć na Wasze blogi, ale staram się pomału nadrabiać te zaległości.  Teraz lecę trochę odespać, bo oczy to na zapałki trzymam ostatnio, by same się nie zamykały. Dobrej nocy Wam życzę i twórczych snów :))